sobota, 6 kwietnia 2013

Michał
Tyle czekania i przygotowań  jebania sie ze sprzetem no i wkoncu jest. Tak to on! Wyczekany tydzień w górach, to juz kolejny tydzień w górach!(pierwszy był bardziej nastawiony na enduro, big mountan, w swieradowie i okolicach czeskich!). Drugi to dh i bike festiwal. Zreszta jako, że jestem leniwy, a może raczej nie będę wam pisał o glupotach, które robiliśmy przez cały tydzień (bylo spoooooro głupich akcji, łącznie z tym, ze jednego pięknego poranka wtalismy rano i jakos okazało sie, ze spalismy w jednym łóżku, podobno Michała było zmoczone... Tak wiem, dwuznaczne to brzmi, a ja zostawie to bez komentarza. Na swoje usprawiedliwienie dodam, że mam dziewczyne! Tak więc nie spodziewajcie się zwrotów akcji jak w  "Tajemnice BrookeBack Mountain". NO WAY. Zresztą ten temat jest bardziej obszerny niż mogło by wam sie zdawać, tak więc moze kiedyś ktoś mnie poprosi o opisanie szczegółowo jednego tygodnia z tamtych wakacji, będzie długi felieton..)  przejdę do rzeczy.

Marcin
Pobudka, następnie prysznic tajm i takie tematy, szybkie śniadanie- ja przyswoiłem dużą  ilośc weglowodanow prostych w postaci banana, za to Michal musiał wjebać z tego co pamietam tabliczkę czekolady i dokończyć zelki(tak, on  jest uzależniony od wszystkiego co słodkie, średnio rozgarniety szympans by to zauważył). Jeszcze rowery na bagażnik i lecim! Pozostały sprzęt jak klucze i ochraniacze chyba tez wzięty... No cóż najwyżej smignie sie spowrotem jak się okaże, że czegoś nie mamy, czysty fristajl połączony ze spontanem!

Szybko jeszcze podbijamy na komende policji, upewnic sie czy aby nikt nie przysra sie o bagaznik z zakryta rejestracja, no i trzeba jeszcze kantor odwiedzić(reforma walutowa w takich przypadkach by ułatwia wszystko..)

Droga, jak droga, na pewno dalo sie odczuc wjazd do czechow... Wiecie, ten asfalt... Tuż po 11 zajechalismy na miejsce gdzie słońce jebało.. Ciepło znaczy było, 40* w cieniu.

 Przebralismy sie i juz staliśmy w kolejce po karnet na wyciąg. Z racji gdyż byliśmy w czechach a pani w kasie gadala łamanym angielskim, byliśmy zmuszeni użyć kombinacji 3 języków, udało sie, zakupilismy karnet na cały dzien. Ludzi było wiecej niz od chuja! Z nami doliczylismy sie równo 6 osob-jeden czeski pros, który co nieco powiedział o trasach, jakis typ na sessionie, no i nasi ludzie w liczbie 2 gosci z Poznania, tak więc przewodników mieliśmy.  Oczywiście ja, jak to ja spsułem karnet dzięki swojemu iphonowi(rozmagneskwal sie.. SAM! SKUBANY! W nagrodę moglem posłuchać pani w kasie, jak po czesku nakurwiala kazanie dlaczego nie wolno trzymać karnetu przy telefonie... Sory gajs! To nie telefon, to AJFON- styl banana sam w sobie!) Tak więc powot do kasy nastąpił szybciej niz odwrót Niemców spod grunwaldu. Po problemach i zmianie karnetu(o dziwo bezproblemowej, to na pewno nasz urok osobisty...) przeszliśmy przez bramkę, i juz wygodnie siedzielismy na wyciągu patrząc na trasę zjazdowa która była tuż pod nami. Po 15 min. byliśmy juz na górze.

To moze walne nowy akapit. Od razu mowie, ze michalowi trasa nie popadła, ja za to byłem zachwycony, bo polskie trasy pod względem przygotowania i trudności nie umywaja sie do tych, smutne ale prawdziwe. Cały bike-park ogarnięty, obsługa miła, mieszkając w Polsce i jadąc do Czech człowiek dziwnie sie czuje jak obsługa wiesza rowery na wyciągu, na dodatek zwalnia go specialnie, serio dziwne uczucie, nawet krótki dialog mozna było z nimi zamienić, pełna profeska!

Hop! Nowy akapit! Trasa zaczyna sie od band i nieduzych lecz technicznych gapów(gapików?), następnie drop, gdzieś 2 metry na wysokość jak lecisz piecem i 6 na długość, mniejsza z wymiarami.. Michal jak to michal oczywiście przodem się pchał, jedziemy, jedziemy wszystko fajnie, najazdzamy i JEB, nagle odechechialo mu się lecieć i dał po heblach, szkoda, ze za pozno wpadł na ten pomysl, rower zawisł na pedale na wybiciu, a Michał poczuł flow i sobie przeskoczyl przez kiere i pobiegł w dół. Żeby nie było, pod koniec dnia chciałem polecieć ładnie i przelecialem(doslownie przelecialem..)tego samego dropa, w efekcie w wyladowalem na bandzie, a nie przed jak zakladal budowniczy i przejechalem ryjem po bandzie(przy okazji sprawdziłem jak dziala stabilizator alpine, z tej okazji cos niedługo moze napisze o nim, bo jak widać dziala)

Co by tu dalej pisać... Wyciąg był czynny co 30 min, ja atakowalem trasę odrazu kiedy obsługa go odpalala, bo po prostu jaralem się nią jak... Po prostu bardzo(chciałem strzelić kawał o Żydach i o piecu, ale myśle, że minimum powagi zachowam! Stanowczosc, to zdecydowanie mój atut... Ci którzy mnie znają pewnie niezły ubaw ze mnie mają). Wracając do tematu Michalowi trasa nie odpowiadała bo... No bo nie, z chęcią dał bym cytat dlaczego nie, ale powstrzymać się od tego(cenzuuuuuuuura).

Lecim dalej, napisze cos o trasie... Były  3, ale meczylismy linie dh, trasa dluuuuga i zawiera każdy z możliwych elementów, zaczynamy od band i gapow dużych i mniejszych, następnie totalna sieczka, dwie większe hopy <6m i rock garden niczym w pucharowce na mt. Saint Anne. Akurat w tym miejscu Michal dokonał rzeczy niemożliwych, przebił pół kilową dętkę którą chronila opona, ale nie byle jaka, bo 2PLY! (pózniej wkurwiony szedł przez polowe trasy, a na dole JA ruchem posuwisto zwrotnym  we własnej osobie dymałem pompką pozyczoną od naszych ludzi ) Znów odbieglem od tematu, Ci którzy dorwali dotrgo momentu są serio wytrwali. Jeśli mowa o trasie to po serii kamieni wielkosci mojej plazmy tudzież pralki(jak kto woli sobie zobrazowac to) jest troche luzniej, ale miejsca na odpoczynek brak, rąk juz nie czuć na dole, a przed nami jeszcze największy gap kończący trasę, pózniej juz tylko pod wyciąg i trzeba czekać na odpalenie karuzeli.

To by chyba było na tyle, zakończenia nie będzie, bo, bo średnio mi się chce. Oczywiście uważam, iż ten wpis to będzie totalny hit! (no dobra dopiszcie w odpowiednim miejscu "s" i dowiecie się co myśle o tej mojej "publikacji".

By Marcin&Michał

sobota, 30 marca 2013

Warto odwiedzić!

Igor
 1. Diverse downhill Contest:

  • 27-28.04.2013 - Wisła Stożek
  • 29-30.06.2013 - Zawoja Mosorny Groń
  • 28.07.2013 - Międzybrodzie Bialskie-Żar

2. Sony Vaio Joy Ride:

  • 24-26 Maja 2013 Sony Vaio Joy Ride Fest - Kluszkowce
  • 6-7 Lipca 2013 Sony Vaio Joy Ride Open - Wierchomla
  • 21-22 Wrzesienia 2013 Sony Vaio Joy Ride Open - Zakopane
3. Festiwal Rowerowy:

  • 12-18 Sierpienia 2013 - Szklarska Poręba

piątek, 29 marca 2013

Jeden dzień w oczach Tadka...


Tadek
Jako iż piszę pierwszy raz (oficjalnie jako ja) na blogu ForDHest Racing nieco się przedstawię ;)

Znany jako Tadek, oficjalnie w urzędzie jako Mateusz, jeżdżę w barwach Forestu od kilku dni. Czemu mnie wybrali? Szczerze nie wiem :P Jestem wielką niewiadomą ale może za jakiś czas będę liczył się w tej branży. Na co dzień z lepszym lub gorszym skutkiem staram się uczyć w liceum zaś wolne chwile z pogodą spędzam na rowerze z innymi choć nie koniecznie. Czasem nawet wolę sam pojechać na "Step up'a" i z kamerą przypiętą do drzewa rejestrować swoje postępy lub brak w składaniu np tabletop'a.
Tyle chyba starczy, sry. za chaotyczny styl ale nie mam czasu na zabawę w uwydatnianie tego o logiczną budowę :P

29.03.2013r.
Teoretycznie dzień zaczyna się wraz z doba - po północy, dlatego też co by nie pomijać istotnego szczegółu do blisko czwartej nad ranem siedziałem i pracowałem nad blogiem team'u. Skutkiem tego były bolące oczy jak i przebudzenie dopiero przed południem. Po ogarnięciu myśli po jak zwykle skomplikowanym śnie sprawdziłem telefon a tam już na Fb dosłownie lawina powiadomień ze strony czy wiadomości... Ech czas to ogarnąć pomyślałem i nie schodząc z łóżka sięgnąłem po laptopa. Uporałem się z powiadomieniami i przejrzałem wiadomości a tam kolejna lista rzeczy które jeszcze mam dopracować na blogu lub zmienić ich wygląd. Do tego mała zamiana słów z kilkoma osobami i siadam do bloga... Czemu blog a nie rower? Ech... no ambitny plan jazdy cały dzień nie wypalił bo od rana padał mokry śnieg, a jazda w takich warunkach to żadna przyjemność. Po nieco ponad godzinie wszelkie modyfikacje zostały wykonane a ja ruszyłem tyłek po coś do jedzenia. Co takiego jada nowy członek drużyny? Odpowiedź jest prosta gdyż jest to ta sama potrawa od wczesnych lat... Płatki na Mleku!! Hura!!! Jak można nie być pod wrażeniem czegoś tak doskonałego?! Ta potrawa jest idealna na śniadanie, człowiek jest zmęczony a jedyne co musi zrobić żeby zjeść to miska + mleko + płatki + łyżka -> szczęśliwy rajder o poranku. No może przesadziłem z tym szczęściem bo za oknem tylko śnieg sypał...
Tu zrobię enter żeby tekst nie wyglądał zbyt odtrącające ;) Sprytne c'nie? Kontynuując, a w zasadzie wracając do tematu komputera (bo do owego wróciłem po uprzednim myciu zębów) to mnie zawdzięczacie wykonanie bloga od strony technicznej oraz nadzór jak będzie on wyglądał później... Dobra.. koniec samo uwielbienia, znów odpisałem nękającym mnie rajderom i nie tylko i dopracowałem kilka ostatnich szczegółów na stronce. W miedzy czasie rozgorzała dyskusja miedzy nami kto będzie odpowiedzialny za co i w jakim stopniu, a w efekcie nic nie ustaliliśmy przekrzykując się przez bodaj półtorej godziny. Jak już towarzystwo się uspokoiło ja zabrałem się za edit z dnia uprzedniego. Oczywiście wyszedł jakiś żal bo śnieg zdecydowanie ogranicza możliwości. Udostępniłem jako prywatny do obejrzenia zainteresowanym i na tym temat się skończył.
Trochę po 17 wyłączyłem laptopa żeby odstresować się grając w taki "majstrim" GTA IV a przed siódmą przełączyłem na wiadomości co by w dupie u murzyna z News'ami nie zostać. Potem kolacja i chwila wolna na poleżenie w wannie. Odprężony znów do komputera i składamy zdjęcie w tle na fanpage na fb... Po ukończeniu pracy nad nim nie pozostało mi już nic jak tylko udostępnić i zobaczyć z jaką reakcją się spotkam. Wyszło całkiem nieźle dlatego też niedługo po dodaniu otrzymałem pisemnie dwie pochwały i tyle dobrego na dziś. Potem kilka debat z teamem i tyle z tego dnia... z wybiciem 00:00 wpadł mi pomysł żeby właśnie to co czytacie napisać. Od taka złota myśl.

Tak teraz myślę że gdzieś tam jeszcze jadłem obiad ale w sumie nie kojarzę kiedy dokładnie więc to pewnie nie istotne. No oczywiście przez cały dzień miałem nieustanną wymianę sms z moją najdroższą kruszynką ale wam o tym nie będę rozprawiał :* Sorry!


Podsumowując dzień dziwny no ale i takie się zdarzają ;) Wrzucę jeszcze to zdjęcie z tła i tyle ode mnie.

Pozdrawiam i rajderom dodatkowo jeszcze większej przyjemności z jazdy:
Tadek